LISTY Z PUSTELNI BR. BENEDYKTA ODC. 1

Drodzy Przyjaciele

Nasze Wspólnoty jeszcze raz dołączają do świętowania stulecia parafii. Wspominam Was intensywnie! I jako że za mną jest pierwszy tydzień w mojej włoskiej pustelni, zdecydowałem się, przy okazji Waszego świętowania, na znak mojej wdzięczności za ubiegłe lata na Łazienkowskiej, podzielić się z Wami moimi świeżymi wrażeniami z Włoch.

Ten pierwszy tydzień był oczywiście tygodniem odkryć. Poznawania ludzi związanych z tym miejscem, okolicy i samego domku przy kościele Santa Maria in Valle Porclaneta, ukrytym na zboczu apenińskiej góry Monte Velino (2486 m.n.p.m.), w zachodniej części parku przyrodniczego tegoż imienia.

Będę tu mieszkał trzy miesiące, zanim rozpocznę studia; najpierw języka włoskiego we Florencji a potem kursu formatorów przy Instytucie San Pietro Favre Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie.

Trzy miesiące, jak się na razie wydaje, dość relatywnej samotności. Praktycznie codziennie bowiem miejsce odwiedzają amatorzy sztuki wczesnego średniowiecza, turyści lub po prostu miejscowi: Marco, który otwiera kościół zwiedzającym, Virginio, prawa ręka Ks. Proboszcza Vincenzo, Diego Abdel Kadir, muzułmanin zakochany w tutejszej ciszy i zachodach słońca, a zwłaszcza trzech pasterzy (dwóch Rumunów i jeden Marokanin), którzy codziennie poją w tutejszej fontannie, teraz praktycznie jedynej w okolicy, swoje stada owiec, kóz i psów. Przychodzą też krowy. Te jednak samotne, nocą. Nocą również całą okolicą rozlega się ryk mnóstwa jeleni. Ktoby nie wiedział że to jelenie, mógłby się oczywiście przerazić, bo ryczą naprawdę potężnie i dziko. Jednego udało mi się przez chwilę śledzić przy jednej z moich codziennych wypraw do gór. W dolinie pod urwiskiem Monte Rozza nawoływał do walki swojego kolegę z Monte di Sèvice…

Każdego dnia chodzę wieczorem po okolicy. Wieczorem, gdyż przez dzień jest, jak na mój gust, jeszcze bardzo gorąco. Dwie, trzy godziny przed zachodem słońca spędzam w naturze. Resztę dnia się trzymam pustelni. Poranna modlitwa z Eucharystią, potem kawa z czytaniem o historii tego miejsca, trochę nauki włoskiego, obiad i obowiązkowa sjesta. Praca popołudniu (polegająca właściwie tylko na sprzątaniu kuchni i łazienki), czytanie i pisanie różne, no i potem ów wypad na łono przyrody. Góry sobie dawkuję. Jak dotąd byłem tylko raz powyżej 2000 m.n.p.m. Po dziewięciu latach warszawskiej równiny zadyszka przychodzi naprawdę bardzo szybko! Właściwie się trzymam miej więcej tej samej 5-7 km trasy z podwójnym 300 m. przewyższeniem, i próbuję ją pokonać w coraz szybszym tempie. Chciałbym się tak do końca września przygotować do zdobycia szczytu. Przesyłam kilka zdjęć dla ilustracji.

Gotuję sobie z zapasów które pomogła mi nakupić jeszcze w Rzymie sama Przeorysza generalna naszych Sióstr, Siostra Rosalba. Następne zakupy mniej więcej za tydzień za pomocą hulajnogi elektrycznej 😉

Ogólnie Siostry bardzo miło mnie przyjęły, przygotowując dla mnie nawet podpisaną serwetkę i haczyk na kukulę w przedsionku zakrystii ich kościoła, San Sebastiano al Palatino. Tamtejszą wspólnotę aktualnie tworzą dwie Włoszki, Francuzka, Libanka i Polka, którą dobrze znacie z Łazienkowskiej: Siostra Maria Magdalena! Będziemy razem chodzić do szkoły, chociaż nie dokładnie na te same zajęcia.

Już w Rzymie nie było innego Mszału do odprawiania Eucharystii jak w języku włoskim. Od pierwszego dnia zatem, publicznie służyłem, i dotąd służę, Msze w języku Dantego. Homilie francuski. Czasem to ja udaję że rozumiem, czasem publiczność udaje. Ecclesia suplet

Jednak nie jest to ani język włoski ani zdobywanie górskich szczytów co najbardziej leży mi na sercu. Jestem tu aby wejść w ciszę boskiego Przyjaciela. Aby się, jak pisze Ozeasz, dać porwać przez Pana i wyprowadzić na pustynię. Nie ma przygotowań ani treningów. Tylko dyspozycyjność i słuchanie najgłębszych natchnień. Nie jest to pielgrzymka atleta, ale grzesznika. Na pewno więc bez pretensji a z wdzięcznością Opatrzności, która mi towarzyszy od dawna, i której razem dziękowaliśmy na końcu czerwca w Warszawie.

Na pewno napiszę za jakiś czas. Na pewno początkiem listopada,  albowiem z październikiem czeka mnie lektura książki Franza Jalicsa “Rekolekcje kontemplatywne”. 

Życzę wszystkim bliskim Matki Bożej Jerozolimskiej pokój i radość w Chrystusie na wieki Żyjącym. Modlę się za Was w każdej Eucharystii, br. Benedykt